Wojtek Deręgowski (Tina Karol) – Wywiad

Wojtek Deręgowski

[Wywiad powstał we współpracy z Drum Academy]

Wpisz promo code POCZUJRYTM. 2021 przy interesującym Cię materiale i zobacz, co się stanie 🙂

Studiował w słynnym Berklee College Of Music in Boston. Współpracował z Moniką Lewczuk, Sorry Boys, Rosalie i Marceliną. Dziś gra z ukraińską artystką Tiną Karol. Jego konto na Instagramie dociera do niemal 300 000 użytkowników na całym świecie. Prowadzi własną platformę edukacyjną wdrumlessons.com. Oficjalny artysta takich marek jak Vic Firth, DW i Meinl. Oto człowiek, który w ciągu 11 lat zrobił imponującą karierę i, co sam przyznaje, przeogromną rolę ma w tym internet i Social Media.

Poza tym to po prostu świetny gość – już raz miałem okazję gościć go na blogu.

Panie i Panowie, czas na werble, oto Wojtek Deręgowski.

Z Wojtkiem widzieliśmy się na warsztatach organizowanych wspólnie z DrumAcademy. Warsztaty odbyły się 25 października 2021r. Poniższą rozmowę możesz również przesłuchać w formie wideo.

Screen z rozmowy z Wojtkiem Deręgowskim dostępnej na YouTube
Screen z rozmowy z Wojtkiem Deręgowskim dostępnej na YouTube

Marcin Dubowski: Wojtku, zwykle bardzo inspirującą rzeczą jest to, żeby powiedzieć trochę o początkach. Często widzimy u artystów taki efekt finalny. „On już jest na tej scenie, w blasku reflektorów” itp. Więc, Wojtku, jak to u Ciebie było, że znalazłeś się za tą perkusją i (może co ważniejsze) zostałeś przy niej?

Wojtek Deręgowski: To drugie jest dużo ważniejsze. Każdy ma swoją historię „jak to się wszystko zaczęło”. To jest pozornie takie banalne pytanie, ale dużo może powiedzieć o tej całej drodze i o tym, co przeszliśmy. U mnie zaczęło się to dość nietypowo. Było to w 2010r. Miałem 14 lat. W 2009r dostałem od rodziców na święta Bożego Narodzenia zestaw perkusyjny. Oczywiście żaden rodzic tak po prostu nie kupuje dziecku zestawu perkusyjnego. Musiało być to poparte jakimiś moimi pragnieniami, potrzebami, pasjami. I właśnie wtedy już od dłuższego czasu interesowałem się muzyką rockową. Od tego wszystko się zaczęło.

Razem z moimi przyjaciółmi nakręcaliśmy się, jak to fajnie by było grać na jakichś instrumentach, założyć zespół itd. I tak też się stało. Jeden z kolegów zaczął grać na gitarze. Drugi kolega wziął basówkę. Mnie zawsze ciągnęło do rytmu. Grałem wtedy często w gry wideo.

Z archiwum prywatnego Wojtka Deręgowskiego.
Z archiwum prywatnego Wojtka

Była taka gra Guitar Hero. Był to taki zestaw z plastikową gitarą, plastikową perkusją, którym grało się do różnych utworów. Wspólnie z bratem kupiliśmy taki zestaw. Ja od razu chwyciłem za pałki. Granie w tę grę przyszło mi dość naturalnie. Dzięki temu zapragnąłem grać na perkusji.

Oczywiście później okazało się, że gra na prawdziwej perkusji to totalnie inna bajka. Trzeba było się pewnych błędnych nawyków po niej oduczyć. No i tak się to wszystko zaczęło.

Marcin Dubowski: Super. Sam sobie zdałem sprawę, że u mnie było 1:1 dokładnie tak samo. To jest taka bardzo fajna rzecz, że pomogła w złapaniu takiej zajawki – że chcemy iść w to dalej.

Wojtek Deręgowski: Zdecydowanie tak. Grało się do jakichś super rockowych numerów, które się wcześniej słuchało i się nimi inspirowało. Jest to dość nietypowy sposób zaczęcia z instrumentem, ale na pewno prawdziwy.

Marcin Dubowski: W przypadku naszych czasów chyba zaczyna być coraz bardziej typowy, co chyba jest dobre – tak mi się przynajmniej wydaje. No i właśnie pociągnąłbym temat początków, ale już od strony kariery perkusyjnej.

Czyli kiedy zauważyłeś, że „to jest to” i że chcesz robić coś z tym na poważnie?

Wojtek Deręgowski: Ok, zacznijmy od tego, że w mojej głowie było to od początku na poważnie. Wiadomo, że w głowie 14-latka to nie jest coś, co trzeba od razu poważnie traktować. Ale od początku czułem dużą pasję do tego instrumentu i od początku czułem że chcę to robić. Wiadomo, że później były różne sytuacje. W to wszystko wchodziła szkoła. Po liceum przyszedł czas, żeby zdecydować, co dalej. Jest to taki charakterystyczny moment – matura i tak dalej.

Po głowie chodziła mi szkoła muzyczna. Stwierdziłem, że po co się rozdrabniać i spróbuję dostać się do tej jednej z najlepszych szkół na świecie Berklee College Of Music In Boston. Aplikowałem, pojechałem na przesłuchania i się dostałem. To był już taki pierwszy krok, który pokazał mi, że to nie jest jakaś chwilowa pasja – tylko jest to coś co, będę robił przez całe życie. Rzeczywistość oczywiście zweryfikowała te plany ukończenia szkoły. Wszystkie college w USA są szalenie drogie. Nie zabawiłem tam zbyt długo. Pół roku.

Zestaw perkusyjny Wojtka Deręgowskigo.
Zestaw perkusyjny Wojtka .

Wróciłem nieco podłamany do Polski, ale wszystko się dość szybko ustabilizowało. Był 2015r zacząłem wtedy zabawę z Social Mediami. Nie było to wtedy aż tak rozwinięte jak teraz. Rozwijałem to bardzo powoli aż do dnia dzisiejszego. Wtedy była to raczej zajawka. Wrzucałem coś dla siebie, ale nie przywiązywałem do tego zbytnio uwagi. W tym samym czasie zacząłem studia niezwiązane z muzykami. Chciałem mieć coś w rodzaju Planu B, ale z tych studiów zrezygnowałem po 2 latach.

Przeprowadziłem się do Warszawy, żeby zakręcić się wokół różnych artystów i z nimi grać. Chciałem zainstnieć również poza internetem. Szybko się okazało, że był to strzał w dziesiątkę. Jeszcze przed przeprowadzką dostałem kilka propozycji na zastępstwa m.in. u Moniki Lewczuk i Sorry Boys. Poczułem już ten smak życia muzyka. Gra na zastępstwo zmieniła się w grę na stałe. To były pierwsze pieniądze zarobione w 100% na muzyce.

Tuż przed pandemią przeprowadziłem się do Poznania, co również okazało się strzałem w dziesiątkę. Wszystko stanęło, a ja dalej kontynuowałem tę kulę śnieżną w postaci Social Media, lekcji i nagrywania kursów online. Chwilę przed pandemią zacząłem współpracę z Tiną Karol, która trwa do dziś i do dziś jest to najlepsze, co mnie w życiu spotkało. Więc to tyle z mojej krótkiej historii.

Marcin Dubowski: Myślę, że jest to dość inspirujące. Twoja kariera trwa jakieś 11 lat. Jakby nie patrzeć, w perspektywie ludzkiego życia taki czas nie jest zbyt długi – jednak zdążyło to wszystko wystrzelić. Ostatnio robiliśmy z Agnieszką Trzeszczak takiego live’a, w którym padło ciekawe pytanie od widza.

Czym bardziej polecasz się zająć – specjalność (w jakimś gatunku, temacie), czy wszechstronność, uniwersalność?

Wojtek Deręgowski: Trudno jednoznacznie wybrać jedno z dwóch. Mogę po prostu powiedzieć, jak jest w moim przypadku. To wszystko kwestia własnych aspiracji. Jeśli np. jesteś muzykiem metalowym lub pasjonatem tego, co się w tej muzyce dzieje, dlaczego miałbyś usilnie próbować być muzykiem np. latynoamerykańskim? Z drugiej strony jeżeli chciałbyś być muzykiem sesyjnym (który jest gotów współpracować z różnymi artystami), wtedy występuje potrzeba znajomości różnych stylów muzycznych.

Wojtek Deręgowski w studiu Trójki Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej
Wojtek Deręgowski w studiu Trójki Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej

W moim przypadku jest to ta druga opcja – czyli bycie jak najbardziej wszechstronnym. Chociaż wiem, że czeka mnie jeszcze bardzo dużo pracy. Są gatunki muzyczne, w których słabo się czuję. Nie czuję tego tak, jak muzycy-specjaliści. Muzyk wszechstronny nie zagra wszystkiego tak, jak zagrałby muzyk-specjalista w jakimś konkretnym gatunku. Jako muzyk wszechstronny nigdy nie będę grał tak muzyki metalowej, jak specjalista od metalu. I trochę irytuje mnie to, że zawsze ktoś lepszy się znajdzie w danej dziedzinie, ale jestem w stanie się z tym pogodzić.

Był taki moment, gdy grałem jednocześnie z czterema artystami. Czterech artystów, którzy wymagają innego podejścia i są z różnych parafii. Marcelina – energiczny pop-rock. Rosalie – R&B z hip-hopowymi groove’ami. Sorry Boys – malowanie brzmieniem. Monika Lewczuk – electropop. Bywało, że na jednym festiwalu grałem z kilkoma zespołami np. Opener. Na jednym festiwalu pod Poznaniem musiałem dosłownie biec z jednego występu na drugi. I to jest coś, co mnie kręci – umiejętność odnalezienia się w każdej sytuacji muzycznej. Mimo, że wiem, że jeszcze daleko mi do ideału.

Marcin Dubowski: To jest taki proces na całe życie. Jak długo byśmy nie grali – zawsze znajdziemy coś, co można poprawić. Na Twoim Instagramie widać całe mnóstwo ciekawych zagrywek. Mnie z kolei ciekawi to, co się dzieje poza tą kamerą.

Czy masz jakiś swój skuteczny system ćwiczeń, którego się trzymasz? Pytam, ponieważ często słyszy się od znanych edukatorów o jakichś ich sposobach np. 10min ćwiczeń X, 10min ćwiczeń Y i tak dalej.

Czy Ty masz coś takiego?

Wojtek Deręgowski: U mnie się coś takiego nie sprawdza. Wynika to chyba po prostu z bycia innym człowiekiem od np. Mike’a Johnstona, który lubi mieć wszystko poukładane. Ja pozwalam sobie na nieco więcej spontaniczności. Często przychodzę do salki i „Ok, mam 2 godziny. Ale jak je zagospodaruję – to się okaże. Zaczynam grać. Później coś mnie zainteresuje. Zauważam, że coś mi nie wychodzi, to po prostu tym się zajmuję. Nigdy nie jest tak, że mam coś stricte zaplanowane.

Z archiwum prywatnego Wojtka Deręgowskiego.
Z archiwum prywatnego Wojtka.

Zawsze staram się, żeby to było spontaniczne i jak najbardziej naturalne. Ale to wynika po prostu z tego, że akurat w grze na perkusji nie lubię trzymać się konkretnych planów. Może gdybym się ich trzymał, to ten proces byłby szybszy. Dobrze mi jest z ćwiczeniem takim spontanicznym. To mi się sprawdza. Wtedy skupiam się maksymalnie. Nigdy nie ćwiczę po 9 godzin dziennie. Nie potrafiłbym się tak długo skupić.

Wolę na maksa skoncentrować się w 1,5-2 godziny, zrobić co trzeba i koniec. Czasem dzielę sobie dzień na dwie sesje ćwiczeń – rano i wieczorem. Wtedy mam wrażenie, że są to dwa osobne dni. Przerwa pomiędzy tymi sesjami daje mi dużo świeżości. Dzięki temu mogę podejść do tematu na nowo. Zaczynam od rozgrzewki, ale to już jest jakaś tam improwizacja – nad tym spędzam bardzo dużo czasu. Wyłączam myślenie techniczne, staram się słuchać i grać kreatywnie. Wtedy bardzo dużo rzeczy wychodzi. To jest bazą moich dalszych ćwiczeń. Czasem przed ćwiczeniami zobaczę jakiś inspirujący filmik. Próbuję wtedy to odtworzyć na swój sposób.

Marcin Dubowski: Tak się uczepię tego Instagrama, bo tam Cię najczęściej widzę. Oglądam Twoje często karkołomne zagrywki i chodzi mi po głowie pytanie – na ile ma to taki cel edukacyjny, a na ile artystyczny?

Jak często wykorzystujesz swoje pomysły u konkretnych artystów?

Wojtek Deręgowski: Te zagrywki zawsze służą do czegoś. Niekoniecznie do tego, co gram na codzień np. z Tiną Karol. Są elementy, które oczywiście wykorzystuję. Często to, co gram, nie jest nuta w nutę. Bazują na jakichś schematach, które pokazuje na lekcjach na Instagramie, ale gram to w sposób dostosowany do danej sytuacji muzycznej w zespole. Mogę zrobić też na odwrót – to, co gram z zespołem, mogę pokazać w formie lekcji na Instagramie. Zawsze staram się dodać jakiś smaczek, żeby to było ciekawsze.

To wszystko można modyfikować na swój sposób – prościej, wolniej, szybciej, dopasować to do konkretnej sytuacji. Na moim Instagramie są takie dwa filmy. Jeden jest z koncertu w Kijowie. Jest to samo intro. Gram tam pewne przejście. Kilka dni później to samo przejście wrzuciłem w formie lekcji na salce. W pracy z artystami rzadko trzymam się tego samego przejścia.

Z groovem jest coś innego. Groove zawsze niesie cały numer. Musi współgrać z zespołem itd. W przypadku przejść staram się, żeby miały odpowiedni charakter, ale w jakimś stopniu są improwizowane. Jest to coś, czego uczyłem się dużo czasu. Kiedyś bałem się zaimprowizować na scenie. Zespół Tiny gra taką muzykę, że ciężko byłoby wszystko spamiętać. Tego pola do improwizacji jest dużo więcej. Tam mogę sobie poszaleć i tam tak naprawdę nauczyłem się tej improwizacji na scenie.

Wojtek Deręgowski od czerwca 2021r jest oficjalnym artystą DW Drums.
Wojtek Deręgowski od czerwca 2021r jest oficjalnym artystą DW Drums.

Marcin Dubowski: Ok, to wróćmy jeszcze do tematu Berklee. Zakładam, że w jakiś sposób odczułeś jego wpływ po powrocie do Polski. Gdzie widziałeś ten wpływ?

Czy były to kwestie techniczne co do gry na perkusji, czy może jakieś kontakty, które potem okazały się wartościowe?

Wojtek Deręgowski: W moim przypadku wystarczyło samo doświadczenie bycia w Berklee. Wróciłem bogatszy w doświadczenie. Wiadomo, że wzrosła moja technika, świadomość muzyczna itd. Największe wrażenie wywarło na mnie to, że tam byłem. Pracowałem z tymi ludźmi. Grałem w tym ciasnych salkach.

To wszystko wywarło na mnie takie wrażenie, że muzycznie poszedłem bardzo do przodu. Ale jeśli chodzi o wiedzę, to ogromny wpływ miały zajęcia z takim muzykiem, który prowadził nasz szkolny zespół. Był on trębaczem Herbiego Hancocka. Samo to postawiło go w mojej głowie na bardzo wysokim poziomie. To właśnie on nauczył mnie myślenia brzmieniem. Trębacz, który na perkusji właściwie nie za bardzo umiał grać. Nauczył też mnie słuchania innych instrumentów. Inna sprawa to to, że po powrocie do Polski nieco wzrosłem w oczach moich potencjalnych współpracowników i innych muzyków. To świadczy już o jakimś poziomie, mimo że wbrew pozorom ten poziom dalej był raczej niski. W końcu gdy pojechałem do Berklee, to wtedy grałem dopiero 4 lata.

Marcin Dubowski: Wojtku, wielkie dzięki za poświęcenie czasu. Powodzenia i dalszych sukcesów!

Zobacz, co się stanie,
jeśli skorzystasz z kodu POCZUJRYTM.2021
przy materiałach DrumAcademy.

Powodzenia w ćwiczeniach!


Podobał Ci się ten wpis? Zapisz się na listę czytelników i  Odbierz Specjalny BONUS!